Proza
fragmenty moich książek
Rozdział 2 (Przeprawa do Rebelii)
[…] Tylko głupiec starałby się przedzierać środkiem metropolii , gdzie aż roi się od Tarakosów i ich wynalazków bojowych. Dla tego wybrałam drogę przez las, który, swoją drogą wyglądał pięknie tej nocy...Blask księżyca przedzierał się małymi strugami światła przez rozległe korony Strongli i Tessów, przeglądał się w stawiku Gretty-najmłodszej siostry wielkich pięciu. Było to chyba jedyne miejsce na tej planecie, które pomimo tak burzliwej historii tego miejsca pozostało tak nienaruszone, ciche i piękne. Idąc tak tym lasem, słuchając spokojnego szumu drzew i śpiewu ćwierki nocnej wzięło mnie na wspominki... Drosa-moja planeta-Jeszcze przed wojną z Tarakosami składała się aż z 70% miejsc jak las Gerbenii teraz, pozostało ich może jakieś 10%… A to wszystko “dzięki” Tarakosom, którzy zarządzili wycinkę lasów po to aby mieć paliwo by zasilić portal by sciągnąć tu swoje wojska i rozpętać piekło...
Rozdział 1 (Proroctwo)
-Koniec jest bliski!- Darł się jeden z tych opętańców -Nikt nie skryje się przed ręką Matki!- Spojrzałam w jego stronę, mężczyzna skierował swój wzrok wprost na mnie i wypowiedział z szyderczym uśmiechem- Jeszcze będziecie błagać ją o litość- Po tych słowach upadł na ziemię i zaczął śmiać się jak szalony. Parę osób podbiegło do niego aby mu pomóc, ja jednak jak najszybciej chciałam ulotnić się z tego miejsca, jeżeli więcej osób niż on mnie rozpozna...będę mieć poważne problemy..
Rozdział 4 (Nad ranem)
Wiatr cicho tańczył w koronach drzew, roznosząc słodką woń kwiatu jabłoni mieszającą się z zapachem bzu. Słońce leniwie wychylało się ponad horyzont by zaraz na dobre zawitać nad miastem. Napawałam się tą piękną chwilą bo wiedziałam, że miasto zaraz zbudzi się do życia, zgiełk zagłuszy melodię wygrywaną tak wdzięcznie przez szelest liści, a woń ze słodkiej zmieni się w nieprzyjemny zapach spalin.
Rozdział 6 (Szczera rozmowa)
Wiesz Kiara, gdy byłem w Twoim wieku, tak jak ty byłem pełen pasji...wiele marzeń miałem...chciałem cholera... zmieniać świat!-Jonatan na chwilę zawiesił wzrok gdzieś w przestrzeni, tak jakby wszystkie wspomnienia powróciły do niego. Następnie zwiesił wzrok i obracając w dłoniach butelkę od piwa i kontynuował- Mówiłem sobie...System..pff! ten syf nigdy mnie nie złamie! Ja, będę wolny! niezależny! I wiesz co młoda?-Spojrzał mi w oczy-Myliłem się...- Staruszek odstawił butelkę na stolik-No nic pączusiu-Wstał z bujanego fotela-Pora spać.- Obserwowałam jak znika za zasłoną od drzwi werandy. Senji nie ma racji! Pochyliłam się do przodu chwytając browara w obie dłonie. Ja nigdy nie ulegnę cholernemu systemowi! Postanowiłam. Wzięłam łyk piwa, gorycz trunku wykręciła mi twarz.